czwartek, 19 września 2013

2 " You saved me "

Obudziłam się o czwartej w nocy i nie mogłam już zasnąć , dzisiaj w końcu była sobota. Ubrałam się w moje jedyne bordowe leginsy , czarną bluzę i czarne trampki. Poszłam do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia , ale oczywiście w lodówce były tylko piwa. Na szczęście w szafce znalazłam chleb. No cóż tyle musi mi starczyć. Znalazłam portfel ojca i wyciągnęłam dwadzieścia dolarów. Mam nadzieję że tego nie zauważy. Była dopiero piąta rano , ale postanowiłam wyjść. Jeszcze zanim wyszłam wzięłam mój szkicownik. Oczywiście szłam na łąkę. Koło zaułku poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę i zakrywa usta , abym nie krzyknęła.
- Słuchaj dziwko albo dasz mi to czego chce albo cię zabije - zaśmiał się przerażająco , przykładając nóż do mojego gardła.
Byłam sparaliżowana ze strachu. Dlaczego zawsze najgorsze rzeczy przytrafiają się mi?  Ale może moja śmierć będzie korzystna dla wszystkich.
- Czego chcesz ? - wydukałam
- Ciebie skarbie - do oczu napłynęły mi łzy .
Dlaczego miałam takie okropne życie ? Co ja takiego zrobiłam ? To wszystko było niesprawiedliwe. Inni mieli pieniądze , wspaniałe rodziny , byli popularni , lubiani a ja ? Ja ledwo wiązałam koniec z końcem a teraz jeszcze jakiś koleś chce mnie zgwałcić a jeśli sie nie zgodzę to mnie zabije. Nagle mężczyzna upadł , a kiedy upadał nożem rozdarł moją bluzkę. Moim oczu ukazał się chłopak z łąki. Najwyraźniej to on go powalił. Nie mogłam już wytrzymać i wybuchnęłam płaczem , opadając na ziemie. Chłopak szybko podbiegł do mnie i mnie przytulił.
- Hej proszę nie płacz , już wszystko w porządku ten mężczyzna już ci nic nie zrobi - starał sie mnie uspokoić głaskając moją głowę i plecy. Jednak to nic nie dawało a ja wciąż płakałam.
Po chwili chłopak wziął mnie na ręce .
- Zostaw mnie - bałam się
- Nie bój się ja ci nic nie zrobię , już jesteś bezpieczna - po tych słowach wtuliłam sie w jego klatke i słuchałam bicia jego serca.
Wsiedliśmy do jakiegoś auta i odjechaliśmy. Po chwili byliśmy pod jakimś domem nie był on za duży ani za mały. Nie był też jakiś super i nie wyglądał na drogi , ale na pewno lepszy niż mój , chociaż nie wiem czy moją dziure w ogóle można nazwać domem. Brunet wysiadł z auta i podszedł do strony pasażera i otworzył drzwi. Chwycił mnie pod kolanem i w pasie po czym podniósł na ręce i zaniósł do domu. Położył mnie na łóżku jak zgaduje w swoim pokoju i usiadł koło mnie.
- Dziękuje , uratowałeś mnie gdyby nie ty ... - przerwałam
- Nie musisz mi dziękować , ale co robiłaś poza domem o piątej rano ?
- Chciałam iść na łąkę na której ostatnio cię widziałam - wyjaśniłam
- Przepraszam za moje zachowanie - podrapał się po karku - Nie sądziłem że ktoś tam będzie
- Szczerze to ja też
- Widziałem twój szkicownik - co ? jak to ? przecież on tam jest - Muszę przyznać , jesteś bardzo utalentowana , szczególnie podoba mi się ten rysunek - wziął mój szkicownik i otworzył na stronie gdzie jest on.
- Ja , ja sama nie wiedziałam co lub kogo na początku maluje- byłam trochę skrępowana
- Ależ nie musisz się tłumaczyć , cieszę się że mnie namalowałaś- uśmiechnął się - Czy mógł bym go zachować ?
- Pewnie , weź go sobie
- Może powinienem cię zawieść do domu ?
- Nie ! - krzyknęłam
- Dlaczego ? - był zdziwiony
- Ponieważ ...

_______________________________________________________
Mamy drugi rozdział mam nadzieję że się podoba :)

3 komentarze:

  1. Kiedy następny ? <3 A tak wgl to superr !!!! :D :* <3/Andzia

    OdpowiedzUsuń
  2. Supeeerrrrrr !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super. Jeden z najlepszych blogów jakie czytałam. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. <33

    OdpowiedzUsuń